sobota, 12 października 2013

2. POKOCHAJ MNIE.

OPOWIADANIE O G-DRAGONIE
GATUNEK: ROMANS, DRAMAT
GŁÓWNY BOHATER: KWON JIYONG
GŁÓWNA BOHATERKA: AME RANI

Jeśli chodzi o "ślub" w opowiadaniu, to zrobiłam to trochę jak normalnie w Polsce, w sensie tą przysięgę. Mam nadzieję, że nie obrazicie się w związku z tym. :)
Miłego czytania!



Od 6 miesięcy uśmiechałaś się jak głupia do siebie przypominając sobie, kto jest twoim chłopakiem. Tak, to G-dragon z Big Bang! Gdy sobie przypomnisz jak go poznałaś znów nie przestajesz się uśmiechać. Wpadłaś na niego, gdy wracałaś w nocy pociągiem, bo jak się okazało chłopaki wycieli mu numer i pojechali do domu bez niego. Przysiadł się do ciebie i był trochę zagubiony, bo dawno nie korzystał z metra. Szybko odnaleźliście wspólny język i zostaliście parą. Niestety wasz związek musiał zostać w tajemnicy, gdyż natrętni paparazzi nie dali by ci spokoju. Ubrałaś się w czerwoną sukienkę, swoje długie, ciemne włosy rozpuściłaś.
Pomalowałaś się lekko i wzięłaś torebkę. Właśnie dzisiaj miałaś kolejną randkę z GD.
Mama o nic cię nie pytała choć widziała, że promieniejesz każdego dnia.
 Wiedziała, że z kimś się spotykasz, ale nie wiedziała że z super gwiazdą!
Po chwili z twojej czarnej torebki wydobył się dźwięk telefonu.
Odebrałaś po dłuższej chwili.
-Siema Rani. Co tam? - przez moment zastanowiłaś się czy powiedzieć to swojej najlepszej przyjaciółce czy jednak zachować dla siebie.
Ale w końcu mówiłyście sobie wszystko.
-Mam randkę - odparłaś ucieszona.
-O! A z kim?
-Byłyśmy na ich koncercie 6 miesięcy temu i trzy dni.
-Em.... chyba nie mówisz o...
-Właśnie tak! Spotykam się z Ji Yongiem.
-ALE JAK TO?!? - przekręciłaś teatralnie oczami opowiadając jej o waszym spotkaniu w pociągu, potem wymienieniu się numerami...
-Rani jesteś pewna, że to GD?
-No proszę cię! Nie rób ze mnie idiotki chyba wiem z kim się umawiam - fuknęłaś nieco urażona.
-Wybacz... ale wydaje mi się, że oni mają teraz trasę po Japonii.
-Owszem mają, ale Smok powiedział, że znajdzie czas dla mnie.
-Dziwne...
-No przecież nie kłamię!
-Okey. W porządku. W takim razie udanej randki.
-Będzie udana - odparłaś z dumą chowając telefon w torebce.
Po chwili dotarłaś na miejsce do małej restauracji na uboczu.
 Weszłaś do środka rozglądając się uważnie. Jak zwykle siedział pod oknem w skupieniu coś bazgrząc w swoim zeszycie. Uśmiechnęłaś się na ten widok uświadamiając sobie jaki on jest uroczy. Po chwili podniósł wzrok na ciebie przywołując cię gestem ręki.
-Pięknie wyglądasz - odparł wstając i dając ci całusa w policzek.
Zarumieniłaś się lekko, a on jak dżentelmen odsunął ci krzesło.
Zamówiliście coś do zjedzenia, a mianowicie wasze ulubione Kung Pao po czym jedliście z apetytem opowiadając o dzisiejszym dniu.
-Co tam pisałeś? - zagadałaś zaciekawiona.
-Anonimowe listy do ciebie - odparł z uśmiechem, na co spojrzałaś na niego z politowaniem.
-Pytam poważnie.
-Zobaczysz już niedługo.
-O? czyżby nowa piosenka na moją cześć? - zażartowałaś z uśmiechem.
-Może. - jeśli chodziło o coś nowego, zawsze odpowiadał ci tajemniczo. Niby dawał ci odpowiedź, ale i tak nie byłaś niczego pewna.
-Muszę ci coś powiedzieć. Mamy teraz strasznie dużo roboty i możemy się nie widywać.
Posmutniałaś lekko na jego słowa. -Oj skarbie dobrze wiesz, że mam obowiązki względem zespołu. Jestem liderem. - Jiyong złapał cię za dłoń całując ją delikatnie.
-Wiem... ale rzadko się spotykamy.
-Wynagrodzę ci to. Obiecuję - mruknął z uśmiechem, który odwzajemniłaś. Zamówił ci taksówkę po czym całując cię namiętnie pojechałaś do domu. Zapisałaś w pamiętniku cały dzień po czym schowałaś go szczelnie pod poduszkę.

Dopiero jakieś 4 dni później GD zadzwonił do ciebie chcąc przekazać ci coś bardzo ważnego.
Było dość ciepło wiec ubrałaś zwiewną białą sukienkę.
Spięłaś włosy w koka zostawiając po obu stronach kosmyk, który się zakręcił.
Jak zwykle przywitał cię z uśmiechem tuląc do siebie a potem dając słodkiego całusa w policzek. Zasłonił ci oczy i zaczął prowadzić jakąś ścieżką. Po chwili zdjął opaskę ukazując ci piękne jezioro, w którym odbijało się błękitne niebo. Na trawie był koc, wino i róże.
Uśmiechnęłaś się z zachwytem i spojrzałaś na swojego chłopaka, który nagle uklęknął przed tobą.
Oniemiałaś. Czy on właśnie...?
-Wiem, że to wcześnie... ale ja chcę z tobą być już na zawsze. Zostaniesz moją żoną? - zapytał patrząc w twoje oczy. Pokiwałaś głową lekko nie będąc w stanie wykrztusić słowa. Jiyong uśmiechnął się i pocałował cię namiętnie wkładając na palec złoty pierścionek z serduszkiem.
-I jeszcze coś... - zaczął Smok, a ty spojrzałaś na niego pytająco. Ujrzałaś jego przyjaciół z zespołu, którzy zmierzali do ciebie.
-Nie rozumiem... - szepnęłaś do niego skołowana.
-Bym zapomniał. Właśnie mamy ślub - twoje serce podskoczyło niemal do gardła.
-ŻE CO?!
-Kochasz mnie? - szepnął GD patrząc jak chłopaki idą do was z uśmiechem.
-No tak...
-Chcesz być ze mną już zawsze?
-Jasne...
-Więc co te zdziwienie?
-Kto nam udzieli ślubu?
-TOP - odparł a ty zachichotałaś. Nie wyglądał na księdza, ale czemu nie. Dae Sung założył wam obojgu wieńce zrobione z białych stokrotek.
-A wiec zebraliśmy się tutaj by połączyć Smoka z...
-Ej. Bardziej oficjalnie. Musisz tak wiesz, zaznaczyć to - przerwał mu Seung Ri.
-Chcesz za mnie to prowadzić?! - Top zirytował się.
-Seung Ri ma racje - poparł go Dae.
-Ej chłopaki, ale dzisiaj ok? - przerwał GD teatralnie przekręcając oczami.
-Okey. A więc. Zebraliśmy się tutaj po to by połączyć KWON JIYONGA i RANI AME...
-Stop! Czy ten ślub jest legalny? Przecież Rani nie jest pełnoletnia - wszyscy spojrzeliście na Dae Sunga z niedowierzaniem. Czy on tak na serio?!
-Ty idioto! To nie jest prawdziwy ślub! - Seung Ri trzepnął kolegę w głowę.
-CZYLI MOGĄ SIĘ ZDRADZAĆ?!
-Dae nie myśl już proszę cię. Po prostu to zróbmy - GD poklepał po ramieniu przyjaciela patrząc wyczekująco na Topa.
-Na czym to ja... Ah tak. Wśród swoich bliskich przyjaciół przysięgnijcie sobie teraz miłość i te sprawy - zakończył niebieski, a ty znów zaśmiałaś się. Nawet w takiej chwili potrafili rozładować napięcie.
Twój chłopak odwrócił się do ciebie biorąc cię za ręce i patrząc w twoje oczy.
 - Ja Kwon Jiyang w pełni świadom obecnej chwili ślubuję ci wieczną miłość, uczciwość małżeńską oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci. W obecności moich przyjaciół przyrzekam cię kochać, miłować i nigdy nie sprawić byś płakała. Tak mi dopomóż Panie Boże w Trójcy Jedynej i wszyscy Święci - Założył ci obrączkę, gdzie była wyryta dzisiejsza data.
-Ja Rainie Ame świadoma swojego wieku i tej chwili, gdzie jesteśmy razem by połączyć wspólnie nasze życie ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską. Oraz przysięgam nie opuścić cię w żadnym smutku, chorobie, czy złości. Obiecuję godnie wypełniać obowiązki żony. Tak mi dopomóż Panie Boże w Trójcy Jedyny i wszyscy Święci - te słowa same płynęły z twoich ust.
-No a teraz buzi buzi - dodał Top. Pocałowaliście się delikatnie.
Spędziliście razem wszyscy długie godziny na śmianiu się i wygłupianiu.
-O! Jeszcze noc poślubna - Dae Sung wyszczerzył się do was dumnie, że wpadł na ten pomysł.
-Ale to chyba nie przy nas nie? - wtrącił Seung Ri, a ty zmieszałaś się lekko.
O czym oni mówią?! Czy zawsze muszą być tacy bezpośredni?!
-Przestańcie... krępujecie mnie.. - zaczęłaś lekko zarumieniona, na co twój "mąż" zachichotał.
-Właściwie już jest 19... - mruknął jakby sugerując "Idźcie sobie już".
-Hej! No i? Możecie jeszcze zostać! Lubię was! - mówiłaś szybko z uśmiechem czując jak zaczynasz się denerwować. Oczywiście wiedziałaś, że GD cię do niczego nie zmusi... ale czy aby na pewno musiał cię mocno do tego przekonywać?
Chłopaki spojrzeli na siebie porozumiewawczo i nim zdążyłaś zareagować wstali zostawiając was samych.
-Wybacz za nich. Do niczego nie chcę cię zmuszać - spojrzałaś na niego z uśmiechem.
-Myślę... że nie będziesz musiał tego robić - szepnęłaś, a GD spojrzał na ciebie zaskoczony. Uśmiechnął się czule przybliżając się do ciebie i całując delikatnie twoje usta. Wiedziałaś, że niczego nie będziesz żałować ...
*
Irytowałaś się za każdym razem, gdy próbowałaś do niego dzwonić, a on najzwyczajniej w świecie nie miał nawet siły napisać ci głupiego smsa. Od dwóch tygodni nie widziałaś go, a przyjaciele z zespołu nie chcieli ci nic powiedzieć. Może pomyślał, że jesteś łatwa? Przecież on nie był taki.
Musiało coś się wydarzyć. Wybrałaś jego numer, czekając na sygnał. Miał wyłączony telefon. Chciało ci się płakać, gdy twoja mama weszła do twojego pokoju.
-Chyba musimy porozmawiać - spojrzałaś zaskoczona słysząc jej ton głosu. Tuż za nią wyłoniła się twoja przyjaciółka Carolina. W jej ręku dostrzegłaś swój pamiętnik.
-Pogubiłaś się Rani w życiu - zaczęła rodzicielka z trudem.
-O czym ty mówisz? I dlaczego masz mój pamiętnik?!
-G-dragon... On nigdy cię nie poznał - spojrzałaś ze złością na Carolinę.
-O czym do cholery mówisz?! Przecież z nim jestem! - zawołałaś ze zdenerwowaniem, a twoja mama zaczęła płakać. -Nie Rani... nie pamiętasz? Zaproponowałam ci byś zaczęła pisać pamiętnik wyobrażając sobie jakby twoje życie wyglądało z JiYongiem. Ale ty zaczęłaś w to wierzyć... że to o czym pisałaś dzieje się na prawdę - spojrzałaś na blondynkę nie mogąc zahamować łez, które nagle pojawiły się w twoich oczach.
-Mamo... ja z nim jestem... na prawdę... - zaczęłaś patrząc błagalnie na swoją matkę, która wyglądała jakby właśnie ktoś zabrał jej coś cennego. -Skarbie.. linia pomiędzy naszym światem, a tym fikcyjnym jest bardzo krucha i łamliwa.. - szepnęła do ciebie patrząc czule w twoje oczy.
Złapałaś się za głowę czując mocny ból w okolicach serca.
-Nie chcę tego słuchać! Wynoście się stąd! - zawołałaś nerwowo.
-Rani zrozum! G-dragon cię nigdy nie widział! Nigdy nie podał ci ręki, nigdy cię nie pocałował... - zaczęła twoja przyjaciółka przewracając kartkami twojego pamiętnika -"Oświadczył mi się. Zrobił to tak romantycznie. Chłopaki też byli przy tym. A TOP udzielał nam ślubu. Było romantycznie i zabawnie, a potem odbyliśmy swoją noc poślubną przy księżycu, który był jedynym świadkiem.." - przeczytała na głos również lekko zdenerwowana. 
-Pierścionek, który masz na ręce dostałaś od Arona! Pamiętasz? Kochał się w tobie, ale ty powiedziałaś, że nikt cię nie interesuje oprócz tego Jiyonga! W tedy dał ci pierścionek, a ty go wzięłaś! Miałaś przyjść do niego mając go założony, gdy go pokochasz! - płakałaś coraz bardziej nie mogąc złapać powietrza.
 Podbiegłaś do Caroliny wyrywając jej pamiętnik po czym rzuciłaś nim o ścianę. 
-WYNOŚCIE SIĘ STĄD!! - wydarłaś się na całe gardło, a kobiety spojrzały na ciebie z bólem zamykając cicho za sobą drzwi. Upadłaś na podłogę płacząc. 
Wzięłaś do ręki swój telefon szukając numeru G-dragona. Ale go nie było. A ty nie znałaś go na pamięć. 

-You have my heart like the beat
The way you got me turned up
Never give up boy even when they try us
You and me against the world
With you I ride or die tonight
(Sposób, w który mnie rozpalasz
Sprawia, że tracę zmysły
Nigdy się nie poddawaj, nawet gdy wystawiają nas na próbę
Ty i ja na przekór światu
Dzisiejszej nocy, z tobą żyć i umierać)
 Spojrzałaś zaskoczona słysząc ten głos. To była piosenka twojego "męża"! 
Mówił, że ma dla ciebie niespodziankę. O tym mówił? O piosence? 
Nie zastanawiając się już dłużej wybiegłaś z domu udając się do miejsca, gdzie składaliście sobie przysięgę. Odetchnęłaś z ulgą widząc go, gdy siedział na kocu patrząc na jezioro. 
-Ty draniu! - zawołałaś płacząc, a mężczyzna odwrócił się do ciebie zaskoczony.
-Rani?-Jak mogłeś się nie odzywać! Oni myślą, że zwariowałam! 
-Ale to ja zwariowałem z miłości do ciebie - GD wstał z koca przytulając cię do siebie. -Przepraszam... nie mogłem się odezwać do ciebie. Menadżer nie zgadza się na nasz związek. Chłopaki z resztą też. To mnie przerasta Rani. Mam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Boję się o ciebie, rozumiesz? - Jiyong objął rękami twoją twarz patrząc na ciebie z bólem. - O czym ty mówisz..? - twój głos drżał, a twoje serce biło szaleńczo z emocji.
-Oni chcą ci wmówić, że nie istnieje, że NAS nigdy nie było. Grozili twojej mamie Rani. 
Dlatego pewnie chcą z ciebie zrobić chorą osobę.
 Będą kazać ci jeść dziwne tabletki po których wszystkie twoje wspomnienia o nas będą się zamazywać... aż znikną. 
-Nie pozwolę na to! Kocham cię, tak bardzo cię kocham... - Chłopak pocałował cię czulę.
-Jak bardzo mnie kochasz? - spojrzałaś na niego zaskoczona jednak odpowiedziałaś mu. - Tak bardzo, że mogłabym tutaj nawet z tobą umrzeć. 
-Więc zróbmy to Rani. Nie skończymy jak Romeo i Julia skończymy ze sobą jako dowód prawdziwej miłości i cierpienia. Będziemy już na zawsze razem. - patrzyłaś w jego oczy nie mogąc w to uwierzyć. Jak ludzie mogli być tak źli? Jak mogli jego przyjaciele kazać mu unikać ciebie? Uśmiechnęłaś się do niego delikatnie łapiąc go za rękę. 
-Zróbmy to - szepnęłaś ściskając jego zimną dłoń. Jiyong uśmiechnął się do ciebie odwzajemniając uścisk po czym wolno udaliście się do wody.
Twoje nogi przeszedł dreszcz, bo woda była na prawdę lodowata. Ale czułaś się bezpiecznie, bo on z tobą był. Fakt, że nie umiałaś pływać, może ułatwi ci śmierć. Twoja zielona sukienka zrobiła się cięższa, a ty wciąż trzymałaś go za rękę idąc w nieznanym kierunku. Po chwili jednak robiąc krok nie poczułaś dna. Zanurzyłaś się w lodowatej wodzie puszczając jego dłoń.
Próbowałaś instynktownie wypłynąć na powierzchnie, ale nie potrafiłaś.
Czułaś mocny ból w płucach... przestałaś się ruszać. Jedynie zamknęłaś oczy, a w twojej wyobraźni przelatywały wszystkie twoje wspomnienia z nim.
Wasze smutki, radości...



Rozejrzałaś się dookoła. Wszędzie było biało. Przyjemny wiaterek otulał twoją twarz wywołując dziwne ciarki na ciele. 
-Rani! Jesteś - odwróciłaś się za siebie uśmiechając się.
-Czy my umarliśmy? - zapytałaś nie mogąc przestać podziwiać jaki blask bił od twojego Smoka.
Zaśmiał się cicho. -Ty na pewno nie Rani. 
-A więc ty... umarłeś? - znów ukuło cię serce, a on ponownie się zaśmiał przecząco kiwając głową.
-Nigdy mnie nie stracisz rozumiesz? Będę zawsze w twoim sercu... zawsze pójdę za twoim głosem... zawsze oświetlę ci drogę... wystarczy, że wypowiesz moje imię, a ja będę blisko. Będę zawsze obok ciebie. Czy w postaci starszej kobiety, która zapyta cię o drogę, czy w postaci listonosza, który wręczy ci list...
-Ja... - nie dokończyłaś czując znów okropny ból w okolicach płuc.
-Nie mogę oddychać! - zawołałaś upadając na podłogę.
-Zawsze będę... - usłyszałaś tuż nad sobą jego głos. 

Usiadłaś wyprostowując się i głośno kaszląc. Podbiegło do ciebie dwoje ludzi wyraźnie zmartwione.
-Spokojnie - zaczął starszy mężczyzna kładąc cię ponownie na łóżko. -Pamiętasz co się stało?
-Ja... byłam w wodzie, a potem w niebie.. - zaczęłaś, a lekarz uśmiechnął się miło.
-Masz wielkie szczęście. Gdyby nie ten młody mężczyzna, który cię uratował straciłabyś najcenniejszy dar od Boga - spojrzałaś zaskoczona na lekarza rozglądając się nerwowo. -A co z G-Dragonem!?
-Tylko ty tam byłaś.
-Nie! Musicie go ratować! - zawołałaś z przerażeniem.
-Odpocznij.
Nabrałaś powietrza do płuc zamykając na chwilę oczy. Twoja mama wraz z twoją przyjaciółką pojawiły się niedługo po tym jak wyszedł lekarz. Tuliły cię i przepraszały, a ty wciąż ze łzami w oczach uśmiechałaś się do nich.

Minął tydzień odkąd wypisali cię ze szpitala. Wciąż nie mogłaś się otrząsnąć z szoku, ale byłaś na dobrej drodze. Chodziłaś na terapie, miałaś rozmowy z psychologiem. Poprawiłaś swoją torebkę na ramię, a starsza kobieta, która przechodziła obok ciebie zaczepiła cię. -Przepraszam... czy wie pani, gdzie znajdę Aptekę? - zapytała, a ty uśmiechnęłaś się do niej delikatnie. -Prosto i w prawo.
Podziękowała ci serdecznie. Weszłaś do bloku udając się na trzecie piętro. Zatrzymałaś się widząc listonosza dającego list wysokiemu brunetowi.
-Do widzenia!
-Miłego dnia! - odpowiedział chłopak z uśmiechem. Listonosz minął cię, a ty spojrzałaś na chłopaka przed tobą.
-Dziękuje - zaczęłaś, a twoje serce dziwnie przyśpieszyło.
-Nie dziękuj. Tylko uważaj na siebie - przytaknęłaś głową, czując jak w twoich oczach zbierają się łzy. -Miałam w nim przyjść... gdy coś poczuje do ciebie - zaczęłaś pokazując na na ręce złoty pierścionek z serduszkiem. Chłopak spojrzał na ciebie zdziwiony. -Przepraszam za to, że nie odwzajemniłam twoich uczuć, przepraszam też za to, że naraziłam cię na niebezpieczeństwo i przepraszam też za to, że... - nie dokończyłaś ponieważ Aron przytulił cię do siebie. Rozpłakałaś się na dobre odwzajemniając uścisk. Staliście tak dość długo dopiero po chwili, gdy się uspokoiłaś Aron odgarnął twoje włosy za ucho nachylając się by cię pocałować.
-Kocham cię Rani. Zawsze będę przy tobie nawet jeśli nie będziesz mnie chciała. - uśmiechnęłaś się do niego uświadamiając sobie dopiero teraz, że szczęście, którego tak pragnęłaś zaznać było na wyciągnięcie ręki.

-Jesteś pewna? - zaczął Aron trzymając cię za dłoń.
-Jak niczego na świecie - odparłaś z uśmiechem wrzucając do ogniska swój pamiętnik. Aron objął cię ramieniem całując w głowę. -Ja ciebie też kocham - szepnęłaś zamykając oczy i pochłaniając jego zapach....
Najcudowniejsze w Aronie było to, że potrafił zaakceptować, że w twoim sercu był ktoś jeszcze oprócz niego. Ktoś kto zawsze będzie z tobą i będzie trzymał cię za rękę ...




poniedziałek, 23 września 2013

1. TRUDNY WYBÓR

OPOWIADANIE O MBLAQ
GATUNEK: ROMANS, DRAMAT.
GŁÓWNY BOHATER: LEE JOON
GŁÓWNA BOHATERKA: MILLIE ROSE.

Opowiadania są wyłącznie mojego autorstwa, a jeśli chodzi o imiona głównych bohaterek przepraszam, ale wolę je wymyślać niż zastępować tym : _____. Chociaż nie są to imiona japońskie, chińskie i koreańskie. Mam nadzieję, że to nie będzie wam przeszkadzać w czytaniu! 

Właśnie stałaś na zapleczu wielkiego budynku skąd dochodziły różne krzyki.
 Na ogół radości, bo właśnie dzisiaj w piątek poszłaś ze swoją przyjaciółką na koncert sławnego zespołu MBLAQ. Nie słuchałaś go w ogóle już nie wspominając o wymienieniu jakiegokolwiek członka zespołu. Twoja przyjaciółka miała bzika na ich punkcie, a ty po prostu poszłaś z nią. 
Jeśli te pójście to dobre określenie tego, że stałaś na dworze i marzłaś, gdy ona świetnie się bawiła. Chciałaś po nią iść, bo było już na prawdę późno i wasi rodzice będą się martwić, 
ale ochrona cię nie wpuściła. 
Nie miałaś biletu tylko dlatego, że go chwilę temu spłukałaś w kiblu. 
Opcja wrócenia do tej brudnej toalety i "wyławiania" biletu raczej nie wchodziła w grę. Westchnęłaś zirytowana i gdy dwaj muskularni ochroniarze gawędzili sobie o tym, jak to fanki zespołu idą z nimi do łóżka licząc, że ich wkręcą w poznanie z zespołem. 
Chciałaś podejść do nich i ich okrzyczeć, że tak niewolno jednak wpadłaś na genialny pomysł.
 Jak zawsze przecież w takich miejscach jest wejście boczne dla gwiazd.
 Przynajmniej tak widziałaś w filmach... I rzeczywiście było, ale gdyby to było takie łatwe. 
Zeszłaś schodami w dół z uśmiechem będąc z siebie dumna, że na to wpadłaś.
 I nagle pojawiło się zdziwienie przerodzone w irytacje, gdy "magiczne" drzwi okazały się zamknięte.
Spróbowałaś jeszcze raz, ale nic z tego. Zamachnęłaś się i kopnęłaś nogą jednak to tylko spowodowało okropny ból.
Filmy jednak nie potrafią edukować. Już miałaś się poddać, gdy nagle zobaczyłaś otwarte okno. Uśmiechnęłaś się lekko wchodząc na murek, a potem łapiąc się jakieś rury, która na szczęście nie była śliska. Ale to była pestka dla ciebie. Gdy byłaś mała wychowywałaś się z chłopcami więc dla ciebie to nie był problem. Wdrapałaś się na okno i podpierając się na łokciach rozejrzałaś się dookoła. Wszędzie paliło się światło i wyglądało to na garderobę gwiazd.
-Powinny tutaj być - usłyszałaś czyjś głos. Chciałaś się wycofać do tyłu, ale straciłaś równowagę i poleciałaś na podłogę.
-Co to było?! Zaraz to sprawdzę! Czyżby znów ci przeklęci paparazzi?! - usłyszałaś głosy i zwijając się z bólu już drugi raz poturlałaś się za jakiś tapczan. 
Po chwili drzwi się otworzyły, a ty wstrzymałaś oddech.
-Chyba mi się wydawało. Dobra chłopaki za 5 minut tutaj będą więc trzeba ogarniać - twoje serce zabiło mocniej. Za 5 MINUT MAJĄ TUTAJ BYĆ!? Dobrze wiedziałaś, że jak cię złapie ochrona to nigdy się nie wypłacisz za mandat. Nie wiadomo nawet o co by cię posądzili. Naruszenie prywatności?! Włamanie się?! Próba kradzieży!? Gdy wreszcie facet poszedł wstałaś cicho zakładając jakąś czarną bluzę, która leżała. Nałożyłaś jeszcze kaptur na głowę i wyszłaś cichutko rozglądając się dookoła. Dobrze, że miałaś czarne trampki. 
Wyszłaś zza jakiegoś rogu, gdy ujrzałaś znów cholernych ochroniarzy.
-Cholera! - syknęłaś wycofując się do tyłu. 
Jeszcze moment i cię złapią, a w tedy.... nie mogłaś myśleć dalej ponieważ silne pociągnięcie za nadgarstek uniemożliwiło ci to.
-Kim jesteś? - spojrzałaś z przerażeniem na jakiegoś starszego typka.
-Ja... jestem z obsługi - zaczęłaś zmieszana.
-Czemu masz bluzę jednego z członka?
-Ponieważ.. o mój boże czy tam się pali?! - zawołałaś szybko patrząc za plecy mężczyzny. Nieświadomy niczego odwrócił się w tamtą stronę, a ty zaczęłaś biec jak poparzona przez ten "pożar".
-Stój! Ochrona! - wołał za tobą, a ty wciąż z bijącym sercem biegłaś przed siebie. Zbiegłaś schodami w dół modląc się by było stąd jakieś wyjście. Odwróciłaś głowę, by spojrzeć czy ten koleś biegnie za tobą, a gdy się odwróciłaś mocny ból głowy powalił cię na podłogę.
-Ał! - zawyłaś łapiąc się w pulsujące czoło. Spojrzałaś przed siebie widząc młodego chłopaka, który również trzymał się za czoło bacznie cię obserwując.
-Boże! Przepraszam! Jesteś z ochrony!? To nie tak, że się tu włamałam! Po prostu kumpela poszła na ich koncert i próbuje ją poszukać i w ogóle! - zaczęłaś się tłumaczyć, gdy mężczyzna wstał patrząc na ciebie z lekkim rozbawieniem.
-Na ich koncert? - chłopak uniósł brwi.
-No tak ten którego pilnujecie jak im to było czekaj...
-MBLQ?
-Tak! Właśnie! - zawołałaś wstając.
-Dostanę za to mandat? - zapytałaś z cichą nadzieją, że nie.
-Myślę, że nie. Czy to bluza zespołu? - chłopak zmarszczył brwi przyglądając się bluzie, którą miałaś na sobie.
-Tak! Przepraszam, że ją wzięłam mogę ją oddać, a w tedy przekażesz ją właścicielowi.
-Nie trzeba. Zachowaj ją.
-Serio?
-Pewnie. Przecież MBLQ są bogaci... mogą mieć setki takich bluz.
-W sumie masz racje, ale jednak to kradzież.
-Spoko nie będą mieli z tym problemu.
-Jesteś w prządku jak na ochroniarza. - odparłaś z uśmiechem, który odwzajemnił nieznajomy.
-Odprowadzę cię do wyjścia.
-Dobra...
-A więc nie znasz tego zespołu? - zagadał, gdy szliście jakimś korytarzem.
-Nie. Pewnie to jacyś bogaci chłopcy sypiający z fankami.
-Tak myślisz?
-Ktoś kto jest bogaty i ma wszystko nie może być dobry.
-Łał. Jesteś na prawdę skomplikowana.
-Po prostu jestem dość życiowa i nie żyje marzeniami, że spotkam jakiegoś superfajnego piosenkarza, który się we mnie zakocha, albo chociaż z nim porozmawiam. To tylko w filmach. - odparłaś wywołując u niego uśmiech. Stanęliście przed drzwiami.
-To tutaj.
-Dziękuje za wszystko .... -
-Lee Joon - odparł a ty się uśmiechnęłaś. Wyszłaś zadowolona, że obeszło się bez żadnej kary.
Po drodze spotkałaś swoją przyjaciółkę.
-Kurde! Jesteś! Co ty taka?! - zawołała blondynka z uśmiechem patrząc na ciebie.
-A szukałam cię i byłam tam w środku i taki miły ochroniarz był!
Wsiadłyście do auta, oczywiście ty prowadziłaś. Gdy już Laura odprowadziła cię do domu zamyśliła się na chwilę. Była od ciebie starsza o 3 lata, ale to nie zmieniało faktu, że byłyście najlepszymi przyjaciółkami.
-Mogę cię o coś zapytać? - zaczęła blondynka patrząc na ciebie uważnie.
-Pewnie. O co chodzi?
-Ta bluza, którą masz na sobie.
-Ten ochroniarz pozwolił mi ją zatrzymać.
-To dlatego Lee Joon jej nie miał na sobie podczas koncertu. No nic narka - odparła radośnie całując cię w policzek. Uśmiechnęłaś się do niej udając się do swojego pokoju. Gdy otworzyłaś drzwi stanęłaś jak wryta. LEE JOON!? OCHRONIARZ?! Właściwie nie potwierdził tego, że jest ochroniarzem... ale Boże, a ty mówiłaś członkowi ZESPOŁU, że ICH NIE LUBISZ!

Wpisałaś szybko w google "Lee Joon" weszłaś na grafikę i zamarłaś. 
Właśnie z nim rozmawiałaś. To jego bluzę miałaś na sobie.
Zdjęłaś ją szybko, a gdy ją odwróciłaś jego imię widniało z tyłu.
Po prostu jestem dość życiowa i nie żyje marzeniami, że spotkam jakiegoś superfajnego piosenkarza, który się we mnie zakocha, albo chociaż z nim porozmawiam. To tylko w filmach. - boże! przecież to właśnie cię spotkało! Dlaczego nic ci nie powiedział?! A ty tak strasznie mówiłaś o nich jednemu Z NICH. Gorszej wtopy nie mogłaś zaliczyć. To fakt, dość młodo wyglądał na ochroniarza... no ale pozory mogą mylić.
Westchnęłaś zirytowana. Wsadziłaś ręce do kieszeni bluzy przeżywając kolejny szok. Znalazłaś tam małą, zwiniętą karteczkę.

' Spotkanie w sprawie nowej piosenki. Nie zapomnij jutro godzina 14. Podać numer telefonu. 32345363'

Spojrzałaś na zegarek. Dochodziła już pierwsza w nocy więc nie miało sensu dzwonienie pod ten numer. Tym bardziej gdyby okazało się, że to jakiegoś menadżera, a nie Joona. Zapisał sobie tą informacje, żeby nie zapomnieć! A jak nie ma bluzy to jak sobie to przypomni!?
Przebrałaś się i umyłaś zęby po czym poszłaś od razu spać. Na szczęście były wakacje więc miałaś wolne od szkoły.
Rano, gdy się tylko obudziłaś zjadłaś szybko śniadanie i przebrałaś się w jakieś luźniejsze ciuchy.
-A ty znowu gdzie? - warknął twój ojciec pijąc kawę. Zawsze był surowy i kara "sprawnej ręki" była stosowana do dzisiaj u ciebie.
Twoja mama w tym czasie przeważnie grała na pianinie by zagłuszyć twój krzyk bólu, gdy tata bił cię pasem.
-Umówiłam się z Laurą. - odparłaś mając nadzieje, że twój ojciec to łyknie.
-Dobrze idź.
Uśmiechnęłaś się tylko i chciałaś ruszyć, ale zatrzymałaś się gwałtownie.
-Nic nie słyszę.
Odwróciłaś się ponownie do ojca.
-Dziękuje ci tato. Kocham cię - odparłaś jak robot wyuczonym tekstem po czym wybiegłaś z domu. Nie lubiłaś swojej rodziny. Ojciec zawsze chciał mieć syna, a gdy ty się urodziłaś zawsze coś mu nie pasowało. Choć miałaś już 18 lat nadal dostawałaś szlabany za błędy.
Zadzwoniłaś pod ten numer, ale nikt nie odebrał. W końcu poddałaś się. Dochodziła 12 więc miałaś tylko 2 godziny inaczej przez ciebie może zespół stracić szansę na nową piosenkę! Zadzwoniłaś szybko do Laury "wielkiej znawczyni MBLQ"
-Musisz mi pomóc! - zawołałaś płaczliwie.
-Spokojnie. O co chodzi?
-Znasz MBLQ. Gdzie można spotkać ich? Lee Joona?!
-Eeem w 10 gwiazdkowym hotelu obsypanym napakowanymi ochroniarzami.
-Kurde...
-Millie. O co chodzi?
W końcu powiedziałaś jej wszystko. Na początku ci nie wierzyła, ale gdy opisałaś go skojarzyła sobie fakty.
-Hmm.. W jednym z wywiadów Joon przyznał, że lubi spędzać czas na placu zabaw.
-Co?!
-To go inspiruje. Jak będziesz miała szczęście to może go znajdziesz koło restauracji pod Parasolką?
-Nie. Tam jest za dużo ludzi. Chyba wiem - zawołałaś z uśmiechem. -Odezwę się potem! - dodałaś biegnąc szybko. Gdy już znalazłaś się na placu zabaw rozejrzałaś się dookoła. Dopiero po chwili dostrzegłaś postać pochyloną i wolno kołyszącą się na huśtawce.
-Przepraszam - zaczęłaś stając obok niego. Chłopak podniósł wzrok zdezorientowany patrząc na ciebie. Te same oczy, te same rysy twarzy...
-Za co?
-Za wczoraj. Nie wiedziałam, że nie jesteś ochroniarzem.
-W porządku.
-Nie... To co powiedziałam o was było na prawdę nie miłe. Nie powinnam tego była mówić. Tym bardziej, że nie znam was.
-Jak mnie znalazłaś?
-Moja przyjaciółka podpowiedziała mi, że lubisz przebywać na placu zabaw. Ale nie przyszłam tutaj dla "spotkania się z tobą".
-Więc?
-W twojej bluzie była karteczka. Masz jeszcze półtorej godziny do spotkania. Zdążysz? - zaczęłaś z niepokojem. Chłopak uśmiechnął się słodko do ciebie.
-Było wcześniej.
-Boże tak się bałam, że przeze mnie zapomnicie o tym - zaczęłaś, ale on nie odpowiedział. Nastała tylko niezręczna cisza. Czułaś, że go chyba uraziłaś wczoraj.
-Ja na prawdę nie chciałam cię urazić. - usiadłaś obok na huśtawce.
-Nie jestem zły tylko to jest trochę zabawne. Bo ja też próbowałem cię znaleźć....
-Mnie?! Czemu?
-Gdy cię odprowadzałem wypadła ci również karteczka.
-Karteczka? Jaka karteczka?
Chłopak sięgnął do swojej niebieskiej bluzy wyciągając z niej białą karteczką. Wzięłaś ją do ręki czytając głośno "Spotkanie o 15. Nie zapomnij inaczej ojciec się wkurzy". Na początku w ogóle nie docierało do ciebie skąd się wzięła, ale gdy sobie przypomniałaś wstałaś jak oparzona.
-Boże! Ojciec mnie zabije! - zawołałaś zdenerwowana.
-Bez przesady... - Lee Joon zaśmiał się słodko.
-Ty nie rozumiesz... on mnie na prawdę zabije! Jeśli szybko czegoś nie wymyśle...
-Podwiozę cię do domu.
-Nie chce ci znów sprawiać kłopotów.
-To nie problem. - odparł z uśmiechem, a ty z nim udałaś się do jego czarnego samochodu. Podałaś mu adres i po niecałych 10 minutach byłaś już pod swoim domem.
-Dzięki za wszystko - odparłaś wchodząc do środka. Już, gdy tylko weszłaś twój ojciec złapał cię mocno za ramiona krzycząc na ciebie.
-Gdzieś ty się szlajasz! Zaraz goście tutaj będą! Idź się przebierz! Szybko!
Pokiwałaś głową szybko udając się do góry. Nie wiedziałaś tylko, że przez otwarte okno w kuchni Lee Joon wszystko widział....

Miałaś już dość ciągłych awantur i tego jak bardzo ojciec cię ograniczał.
Twój telefon zadzwonił, a ty widząc "numer zastrzeżony" lekko wystraszona odebrałaś telefon.
-Halo?
-Dzień Dobry czy rozmawiam z Millie Rose? - usłyszałaś jakiś szelest w telefonie.
-Tak.. a o co chodzi?
-Tutaj adwokat zespołu MBlQ. Na monitoringu z wczorajszego koncertu widać jak włamuje się pani do ich garderoby, po czym kradnie pani bluzę członka zespołu. W biegu potrąciła pani pana Lee Joona, który ucierpiał na tym ponieważ ma sine czoło i zespół nie może nagrywać nowych piosenek. Za takie coś grozi pani grzywna, a nawet i więzienie. Czy ma pani coś na swoje usprawiedliwienie? - twoje serce niemalże podskoczyło do gardła.
-Nie... ja na prawdę nie chciałam.
-Tylko tyle ma pani do powiedzenia?
-Bluzę oddam, ale ja nie chciałam zderzyć się z Lee Joonem.
-A więc proszę uważnie posłuchać. Niech pani otworzy okno.
-Słucham?
-To rozkaz. - niemalże od razu zrobiłaś to co chciał bojąc się, że to jakieś tajne FBI.
 Gdy odsłoniłaś żaluzje nie mogłaś w to uwierzyć. Na twoim podwórku stał Lee Joon. 
Uśmiechnął się do ciebie szeroko mając w ręku telefon.
-Proszę teraz zejść do mnie. - usłyszałaś jego słodki głos przy uchu.
Rozłączyłaś się lekko zmieszana.
-Co ty tutaj robisz?
-Sam nie wiem. Chciałem cię zobaczyć.
-Przestraszyłam się.
-Zejdziesz?
-Nie mogę. Rodzice już śpią. Jak mnie zobaczą to się strasznie wkurzą i...
-I co? - chłopak spojrzał na ciebie uważnie.
-Dobra. Już schodzę - nie chciałaś by się dowiedział o twoim życiu. Zeszłaś jakoś balkonem wpadając w ramiona Joona. Zarumieniłaś się lekko, a chłopak zaśmiał się na twoją reakcje.
-Skąd miałeś mój numer w ogóle? - zapytałaś, gdy już szliście spokojnie po Seulskich drogach.
-Od Laury.
-Znasz Laurę?! - spojrzałaś na niego ze zdumieniem.
-Seungho raczej ją "lepiej zna" - Joon podrapał się po głowie chyba trochę zakłopotany.
-Jak to?
-Od dłuższego czasu się spotykają. Stąd miała bilety. Jest trochę szalona... Seunho opowiadał mi, że włamała się do jego sypialni, gdy ten spał - oboje zaśmialiście się wyobrażając sobie tą sytuację.
-Więc dlaczego mi nic nie powiedziała?
-Może bała się... nie lubiłaś nas, a świadomość, że twoja przyjaciółka umawia się z jednym z nas chyba jeszcze bardziej by się to odbiło na was. Ale to nic. Mam zamiar zmienić twoje zdanie o nas.
-Czyżby?
-Chodźmy - zawołał z uśmiechem łapiąc cię za rękę. Po raz pierwszy twoje serce tak mocno zabiło. Po raz pierwszy czułaś się wspaniale w jego towarzystwie. Pojechaliście nad jezioro. Na miejscu były koce wino i jakieś ciastka. A obok siedziała Laura z Seungho. Wszyscy bawiliście się razem i śmialiście się czując się w swoim towarzystwie błogo.
Dopiero nad ranem wróciłaś do domu mając nadzieje, że twój ojciec jeszcze śpi. Ale nie spał. Uderzył cię pasem, a ty zanosząc się głośnym płaczem poszłaś do góry. 
Wszystko cię bolało i miałaś już na prawdę dość takiego życia.
Zadzwonił telefon. To był Lee Joon. Wytarłaś łzy siadając na łóżku i krzywiąc się z bólu.
-Millie? Muszę ci coś powiedzieć.
-Ja też muszę ci coś powiedzieć.
-Coś się stało? Płaczesz?
-Joon... my nie możemy się więcej spotykać.
-Co? Dlaczego?
-Ja... nie mogę.
-Spotkajmy się dzisiaj.
-To nie jest dobry pomysł...
-Proszę... ostatni raz... - zgodziłaś się na to czując okropny ból w sercu. 
Nie chciałaś się z nim rozstawać, ale nie miałaś wyjścia. 
Wzięłaś tylko jego bluzę, którą wcześniej wyprałaś po czym wyszłaś z domu mówiąc matce, że idziesz do Laury. Denerwowałaś się coraz bardziej, bo coraz mocniej biło ci serce na myśl o nim. Już nigdy go nie spotkasz. Nie usłyszysz jego głosu, nie spojrzysz mu w oczy....
-Millie! - odwróciłaś się, a chłopak otoczył cię ramionami.
-A więc to koniec? - zapytał ze smutkiem, a ty pokiwałaś powoli głową.
-Tu jest twoja bluza... wyprałam ją.
-Nie chce jej już.
-Dlaczego?
-Bo nie pachnie już Tobą. - twoje oczy się zaszkliły na to co powiedział.
-Joon... ja...
-Co to? - chłopak spojrzał na twoją rękę, na której był ślad pasa.
-To nic...
-Kto ci to zrobił?
-Przewróciłam się...
-Twój ojciec! Boże Millie czemu nie powiedziałaś?! To przez niego prawda?!
-Tak! Ale to nie ma znaczenia! - zawołałaś z płaczem.
-Jak to nie ma znaczenia... Millie do cholery... pojawiłaś się nagle w moim życiu mieszając mi w głowie, a teraz chcesz odejść?! Nie pozwolę ci na to! - nie zdążyłaś zareagować ponieważ chłopak pocałował cię znienacka, a ty poddałaś się tej magicznej chwili delektując się smakiem jego warg.


Spojrzałaś w jego oczy, które teraz błyszczały.
-Wyjedź z nami... w trasę... zamieszkaj ze mną. - szeptał obejmując rękami twoją twarz.
-Nie mogę...
-Twój ojciec nie może cię bić! Nie ma prawa! - otarłaś mu łzy z policzka.
-Myślę.... że cię kocham ... - szepnęłaś, a on znów złączył wasze usta w czułym pocałunku.
-Zawsze cierpiałem na bezsenność... ale gdy ty się pojawiłaś... ilekroć słyszałem twój głos przed pójściem spać tym lepiej mogłem zasnąć. Nie mogę cię stracić...
Przytuliłaś się do niego pochłaniając zapach jego ciała. Laura już dawno z nimi mieszkała, a ty byłaś właśnie w domu. Minęło już dwa tygodnie od czasu gdy ostatni raz widziałaś Joona. Miłość do niego i miłość do rodziców, którzy tak cię ranili. Wiedziałaś, że musiałaś podjąć decyzje. Zacząć żyć od nowa z nim... ale co jeśli mu się znudzisz? gdzie w tedy pójdziesz?
Zeszłaś na dół i spojrzałaś ze strachem na ojca. Miało go przecież nie być...
-Znów gdzieś idziesz? -warknął patrząc na ciebie natrętnie.
-Nie.. ja...
-Nie tłumacz się już. Jesteś taka sama jak każda. Rozchylasz nogi dla jakiegoś chłoptasia...
-Nie jestem taka.
-Powiedz ile razy z nim już spałaś co?! - wydarł się na ciebie, a z twoich oczu popłynęły łzy.
-Ani razu..
-Nie kłam! - ojciec złapał cię za ramiona szarpiąc za twoją koszulkę.
-Puść mnie!
-No co?! Też jestem facetem..
Wyciągnęłaś z kieszeni telefon po czym uderzyłaś go nim.
-Ty dziwko! - zawołał łapiąc się za policzek.
Wstałaś szybko z podłogi oddalając się od niego.
-Nie dotykaj mnie! - zawołałaś, gdy zaczął się do ciebie zbliżać.
-Nienawidzę was! - dodałaś otwierając drzwi wejściowe po czym pobiegłaś przed siebie. Deszcz moczył twoje ubranie, a jedynie gdzie mogłaś pójść w tej chwili było mieszkanie Joona. Zadzwoniłaś, a po chwili go ujrzałaś.
-Millie... co się stało?
-Chcę jechać z tobą... - wyszeptałaś ocierając łzy. Chłopak objął cię mocno zapraszając do domu. Opowiedziałaś mu co się stało wiedząc, że będzie zły. Po chwili dał ci swoją koszulę i ręcznik pozwalając byś wzięła prysznic.
-Muszę wyjść za chwilę wrócę dobra? - usłyszałaś jego głos.
-Ok! - zawołałaś oblewając się gorącą wodą.
Twoje włosy pokręciły się lekko. Już dawno miałaś je ściąć. Sięgały ci do pasa. Założyłaś tylko bieliznę i jego białą koszulę. Pachniała nim. A koszula była dość... krótka. Ledo zakryła twoje czarne koronkowe majtki. Wstydziłaś się mu tak pokazać... jednak chęć bycia z nim bliżej przewyższała wszystko. Usłyszałaś jak wchodzi do domu po czym zamyka drzwi na klucz. Wyszłaś z łazienki patrząc na niego. Właśnie ściągał koszulkę.
-Jej... nie chciałam... - zaczęłaś zestresowana odwracając się w drugą stronę.
Miał niezłą klatę...
-Wstydzisz się? - chłopak wydawał się rozbawiony twoją reakcją.
-Nie.. To nie tak...
-Możesz się już odwrócić - mruknął, a ty zrobiłaś to, ale on nadal nie miał koszulki.
Chciałaś się odwrócić, ale złapał cię za rękę nie pozwalając na to.
-To nie jest zbrodnia Millie... - szepnął kładąc twoją rękę na swoje serce.
-Czujesz jak szybko bije, gdy jesteś w pobliżu? W szczególności tak skąpo ubrana... - spojrzałaś na niego, a on obdarował się najczulszym uśmiechem jaki kiedykolwiek miał.
-Chcę... - zaczęłaś jednak ci przerwał kładąc palec na usta.
-Wiem skarbie.. ja chcę tego samego - odparł, a ty uśmiechnęłaś się do niego złączając wasze usta w długim, namiętnym pocałunku.
I od tego momentu zawsze byliście razem. Ty i On.
Laura i Seungho.
W końcu miałaś księcia z bajki takiego, który nie bał się iść do twojego ojca i spuścić mu łomot.
Ale nie tęskniłaś za nimi.
Bo to była nieodwzajemniona miłość.
A teraz miałaś taką, która pokonywała wszystko.
I w końcu wszystko co się wydarzyło w twoim życiu miało sens.
Każdy twój ruch prowadził Cię do Lee Joona.

Jeśli chcecie by wasz koreański piosenkarz bądź aktor znalazł się tutaj piszcie! I możecie nawet podać gatunek opowiadania :)