GATUNEK: ROMANS, DRAMAT.
GŁÓWNY BOHATER: LEE JOON
GŁÓWNA BOHATERKA: MILLIE ROSE.
Opowiadania są wyłącznie mojego autorstwa, a jeśli chodzi o imiona głównych bohaterek przepraszam, ale wolę je wymyślać niż zastępować tym : _____. Chociaż nie są to imiona japońskie, chińskie i koreańskie. Mam nadzieję, że to nie będzie wam przeszkadzać w czytaniu!
Właśnie stałaś na zapleczu wielkiego budynku skąd dochodziły różne krzyki.
Na ogół radości, bo właśnie dzisiaj w piątek poszłaś ze swoją przyjaciółką na koncert sławnego zespołu MBLAQ. Nie słuchałaś go w ogóle już nie wspominając o wymienieniu jakiegokolwiek członka zespołu. Twoja przyjaciółka miała bzika na ich punkcie, a ty po prostu poszłaś z nią.
Jeśli te pójście to dobre określenie tego, że stałaś na dworze i marzłaś, gdy ona świetnie się bawiła. Chciałaś po nią iść, bo było już na prawdę późno i wasi rodzice będą się martwić,
ale ochrona cię nie wpuściła.
Nie miałaś biletu tylko dlatego, że go chwilę temu spłukałaś w kiblu.
Opcja wrócenia do tej brudnej toalety i "wyławiania" biletu raczej nie wchodziła w grę. Westchnęłaś zirytowana i gdy dwaj muskularni ochroniarze gawędzili sobie o tym, jak to fanki zespołu idą z nimi do łóżka licząc, że ich wkręcą w poznanie z zespołem.
Chciałaś podejść do nich i ich okrzyczeć, że tak niewolno jednak wpadłaś na genialny pomysł.
Jak zawsze przecież w takich miejscach jest wejście boczne dla gwiazd.
Przynajmniej tak widziałaś w filmach... I rzeczywiście było, ale gdyby to było takie łatwe.
Zeszłaś schodami w dół z uśmiechem będąc z siebie dumna, że na to wpadłaś.
I nagle pojawiło się zdziwienie przerodzone w irytacje, gdy "magiczne" drzwi okazały się zamknięte.
Spróbowałaś jeszcze raz, ale nic z tego. Zamachnęłaś się i kopnęłaś nogą jednak to tylko spowodowało okropny ból.
Filmy jednak nie potrafią edukować. Już miałaś się poddać, gdy nagle zobaczyłaś otwarte okno. Uśmiechnęłaś się lekko wchodząc na murek, a potem łapiąc się jakieś rury, która na szczęście nie była śliska. Ale to była pestka dla ciebie. Gdy byłaś mała wychowywałaś się z chłopcami więc dla ciebie to nie był problem. Wdrapałaś się na okno i podpierając się na łokciach rozejrzałaś się dookoła. Wszędzie paliło się światło i wyglądało to na garderobę gwiazd.
-Powinny tutaj być - usłyszałaś czyjś głos. Chciałaś się wycofać do tyłu, ale straciłaś równowagę i poleciałaś na podłogę.
-Co to było?! Zaraz to sprawdzę! Czyżby znów ci przeklęci paparazzi?! - usłyszałaś głosy i zwijając się z bólu już drugi raz poturlałaś się za jakiś tapczan.
Po chwili drzwi się otworzyły, a ty wstrzymałaś oddech.
-Chyba mi się wydawało. Dobra chłopaki za 5 minut tutaj będą więc trzeba ogarniać - twoje serce zabiło mocniej. Za 5 MINUT MAJĄ TUTAJ BYĆ!? Dobrze wiedziałaś, że jak cię złapie ochrona to nigdy się nie wypłacisz za mandat. Nie wiadomo nawet o co by cię posądzili. Naruszenie prywatności?! Włamanie się?! Próba kradzieży!? Gdy wreszcie facet poszedł wstałaś cicho zakładając jakąś czarną bluzę, która leżała. Nałożyłaś jeszcze kaptur na głowę i wyszłaś cichutko rozglądając się dookoła. Dobrze, że miałaś czarne trampki.
Wyszłaś zza jakiegoś rogu, gdy ujrzałaś znów cholernych ochroniarzy.
-Cholera! - syknęłaś wycofując się do tyłu.
Jeszcze moment i cię złapią, a w tedy.... nie mogłaś myśleć dalej ponieważ silne pociągnięcie za nadgarstek uniemożliwiło ci to.
-Kim jesteś? - spojrzałaś z przerażeniem na jakiegoś starszego typka.
-Ja... jestem z obsługi - zaczęłaś zmieszana.
-Czemu masz bluzę jednego z członka?
-Ponieważ.. o mój boże czy tam się pali?! - zawołałaś szybko patrząc za plecy mężczyzny. Nieświadomy niczego odwrócił się w tamtą stronę, a ty zaczęłaś biec jak poparzona przez ten "pożar".
-Stój! Ochrona! - wołał za tobą, a ty wciąż z bijącym sercem biegłaś przed siebie. Zbiegłaś schodami w dół modląc się by było stąd jakieś wyjście. Odwróciłaś głowę, by spojrzeć czy ten koleś biegnie za tobą, a gdy się odwróciłaś mocny ból głowy powalił cię na podłogę.
-Ał! - zawyłaś łapiąc się w pulsujące czoło. Spojrzałaś przed siebie widząc młodego chłopaka, który również trzymał się za czoło bacznie cię obserwując.
-Boże! Przepraszam! Jesteś z ochrony!? To nie tak, że się tu włamałam! Po prostu kumpela poszła na ich koncert i próbuje ją poszukać i w ogóle! - zaczęłaś się tłumaczyć, gdy mężczyzna wstał patrząc na ciebie z lekkim rozbawieniem.
-Na ich koncert? - chłopak uniósł brwi.
-No tak ten którego pilnujecie jak im to było czekaj...
-MBLQ?
-Tak! Właśnie! - zawołałaś wstając.
-Dostanę za to mandat? - zapytałaś z cichą nadzieją, że nie.
-Myślę, że nie. Czy to bluza zespołu? - chłopak zmarszczył brwi przyglądając się bluzie, którą miałaś na sobie.
-Tak! Przepraszam, że ją wzięłam mogę ją oddać, a w tedy przekażesz ją właścicielowi.
-Nie trzeba. Zachowaj ją.
-Serio?
-Pewnie. Przecież MBLQ są bogaci... mogą mieć setki takich bluz.
-W sumie masz racje, ale jednak to kradzież.
-Spoko nie będą mieli z tym problemu.
-Jesteś w prządku jak na ochroniarza. - odparłaś z uśmiechem, który odwzajemnił nieznajomy.
-Odprowadzę cię do wyjścia.
-Dobra...
-A więc nie znasz tego zespołu? - zagadał, gdy szliście jakimś korytarzem.
-Nie. Pewnie to jacyś bogaci chłopcy sypiający z fankami.
-Tak myślisz?
-Ktoś kto jest bogaty i ma wszystko nie może być dobry.
-Łał. Jesteś na prawdę skomplikowana.
-Po prostu jestem dość życiowa i nie żyje marzeniami, że spotkam jakiegoś superfajnego piosenkarza, który się we mnie zakocha, albo chociaż z nim porozmawiam. To tylko w filmach. - odparłaś wywołując u niego uśmiech. Stanęliście przed drzwiami.
-To tutaj.
-Dziękuje za wszystko .... -
-Lee Joon - odparł a ty się uśmiechnęłaś. Wyszłaś zadowolona, że obeszło się bez żadnej kary.
Po drodze spotkałaś swoją przyjaciółkę.
-Kurde! Jesteś! Co ty taka?! - zawołała blondynka z uśmiechem patrząc na ciebie.
-A szukałam cię i byłam tam w środku i taki miły ochroniarz był!
Wsiadłyście do auta, oczywiście ty prowadziłaś. Gdy już Laura odprowadziła cię do domu zamyśliła się na chwilę. Była od ciebie starsza o 3 lata, ale to nie zmieniało faktu, że byłyście najlepszymi przyjaciółkami.
-Mogę cię o coś zapytać? - zaczęła blondynka patrząc na ciebie uważnie.
-Pewnie. O co chodzi?
-Ta bluza, którą masz na sobie.
-Ten ochroniarz pozwolił mi ją zatrzymać.
-To dlatego Lee Joon jej nie miał na sobie podczas koncertu. No nic narka - odparła radośnie całując cię w policzek. Uśmiechnęłaś się do niej udając się do swojego pokoju. Gdy otworzyłaś drzwi stanęłaś jak wryta. LEE JOON!? OCHRONIARZ?! Właściwie nie potwierdził tego, że jest ochroniarzem... ale Boże, a ty mówiłaś członkowi ZESPOŁU, że ICH NIE LUBISZ!
Wpisałaś szybko w google "Lee Joon" weszłaś na grafikę i zamarłaś.
Właśnie z nim rozmawiałaś. To jego bluzę miałaś na sobie.
Po prostu jestem dość życiowa i nie żyje marzeniami, że spotkam jakiegoś superfajnego piosenkarza, który się we mnie zakocha, albo chociaż z nim porozmawiam. To tylko w filmach. - boże! przecież to właśnie cię spotkało! Dlaczego nic ci nie powiedział?! A ty tak strasznie mówiłaś o nich jednemu Z NICH. Gorszej wtopy nie mogłaś zaliczyć. To fakt, dość młodo wyglądał na ochroniarza... no ale pozory mogą mylić.
Westchnęłaś zirytowana. Wsadziłaś ręce do kieszeni bluzy przeżywając kolejny szok. Znalazłaś tam małą, zwiniętą karteczkę.
' Spotkanie w sprawie nowej piosenki. Nie zapomnij jutro godzina 14. Podać numer telefonu. 32345363'
Spojrzałaś na zegarek. Dochodziła już pierwsza w nocy więc nie miało sensu dzwonienie pod ten numer. Tym bardziej gdyby okazało się, że to jakiegoś menadżera, a nie Joona. Zapisał sobie tą informacje, żeby nie zapomnieć! A jak nie ma bluzy to jak sobie to przypomni!?
Przebrałaś się i umyłaś zęby po czym poszłaś od razu spać. Na szczęście były wakacje więc miałaś wolne od szkoły.
Rano, gdy się tylko obudziłaś zjadłaś szybko śniadanie i przebrałaś się w jakieś luźniejsze ciuchy.
-A ty znowu gdzie? - warknął twój ojciec pijąc kawę. Zawsze był surowy i kara "sprawnej ręki" była stosowana do dzisiaj u ciebie.
Twoja mama w tym czasie przeważnie grała na pianinie by zagłuszyć twój krzyk bólu, gdy tata bił cię pasem.
-Umówiłam się z Laurą. - odparłaś mając nadzieje, że twój ojciec to łyknie.
-Dobrze idź.
Uśmiechnęłaś się tylko i chciałaś ruszyć, ale zatrzymałaś się gwałtownie.
-Nic nie słyszę.
Odwróciłaś się ponownie do ojca.
-Dziękuje ci tato. Kocham cię - odparłaś jak robot wyuczonym tekstem po czym wybiegłaś z domu. Nie lubiłaś swojej rodziny. Ojciec zawsze chciał mieć syna, a gdy ty się urodziłaś zawsze coś mu nie pasowało. Choć miałaś już 18 lat nadal dostawałaś szlabany za błędy.
Zadzwoniłaś pod ten numer, ale nikt nie odebrał. W końcu poddałaś się. Dochodziła 12 więc miałaś tylko 2 godziny inaczej przez ciebie może zespół stracić szansę na nową piosenkę! Zadzwoniłaś szybko do Laury "wielkiej znawczyni MBLQ"
-Musisz mi pomóc! - zawołałaś płaczliwie.
-Spokojnie. O co chodzi?
-Znasz MBLQ. Gdzie można spotkać ich? Lee Joona?!
-Eeem w 10 gwiazdkowym hotelu obsypanym napakowanymi ochroniarzami.
-Kurde...
-Millie. O co chodzi?
W końcu powiedziałaś jej wszystko. Na początku ci nie wierzyła, ale gdy opisałaś go skojarzyła sobie fakty.
-Hmm.. W jednym z wywiadów Joon przyznał, że lubi spędzać czas na placu zabaw.
-Co?!
-To go inspiruje. Jak będziesz miała szczęście to może go znajdziesz koło restauracji pod Parasolką?
-Nie. Tam jest za dużo ludzi. Chyba wiem - zawołałaś z uśmiechem. -Odezwę się potem! - dodałaś biegnąc szybko. Gdy już znalazłaś się na placu zabaw rozejrzałaś się dookoła. Dopiero po chwili dostrzegłaś postać pochyloną i wolno kołyszącą się na huśtawce.
-Przepraszam - zaczęłaś stając obok niego. Chłopak podniósł wzrok zdezorientowany patrząc na ciebie. Te same oczy, te same rysy twarzy...
-Za co?
-Za wczoraj. Nie wiedziałam, że nie jesteś ochroniarzem.
-W porządku.
-Nie... To co powiedziałam o was było na prawdę nie miłe. Nie powinnam tego była mówić. Tym bardziej, że nie znam was.
-Jak mnie znalazłaś?
-Moja przyjaciółka podpowiedziała mi, że lubisz przebywać na placu zabaw. Ale nie przyszłam tutaj dla "spotkania się z tobą".
-Więc?
-W twojej bluzie była karteczka. Masz jeszcze półtorej godziny do spotkania. Zdążysz? - zaczęłaś z niepokojem. Chłopak uśmiechnął się słodko do ciebie.
-Było wcześniej.
-Boże tak się bałam, że przeze mnie zapomnicie o tym - zaczęłaś, ale on nie odpowiedział. Nastała tylko niezręczna cisza. Czułaś, że go chyba uraziłaś wczoraj.
-Ja na prawdę nie chciałam cię urazić. - usiadłaś obok na huśtawce.
-Nie jestem zły tylko to jest trochę zabawne. Bo ja też próbowałem cię znaleźć....
-Mnie?! Czemu?
-Gdy cię odprowadzałem wypadła ci również karteczka.
-Karteczka? Jaka karteczka?
Chłopak sięgnął do swojej niebieskiej bluzy wyciągając z niej białą karteczką. Wzięłaś ją do ręki czytając głośno "Spotkanie o 15. Nie zapomnij inaczej ojciec się wkurzy". Na początku w ogóle nie docierało do ciebie skąd się wzięła, ale gdy sobie przypomniałaś wstałaś jak oparzona.
-Boże! Ojciec mnie zabije! - zawołałaś zdenerwowana.
-Bez przesady... - Lee Joon zaśmiał się słodko.
-Ty nie rozumiesz... on mnie na prawdę zabije! Jeśli szybko czegoś nie wymyśle...
-Podwiozę cię do domu.
-Nie chce ci znów sprawiać kłopotów.
-To nie problem. - odparł z uśmiechem, a ty z nim udałaś się do jego czarnego samochodu. Podałaś mu adres i po niecałych 10 minutach byłaś już pod swoim domem.
-Dzięki za wszystko - odparłaś wchodząc do środka. Już, gdy tylko weszłaś twój ojciec złapał cię mocno za ramiona krzycząc na ciebie.
-Gdzieś ty się szlajasz! Zaraz goście tutaj będą! Idź się przebierz! Szybko!
Pokiwałaś głową szybko udając się do góry. Nie wiedziałaś tylko, że przez otwarte okno w kuchni Lee Joon wszystko widział....
Miałaś już dość ciągłych awantur i tego jak bardzo ojciec cię ograniczał.
Twój telefon zadzwonił, a ty widząc "numer zastrzeżony" lekko wystraszona odebrałaś telefon.
-Halo?
-Dzień Dobry czy rozmawiam z Millie Rose? - usłyszałaś jakiś szelest w telefonie.
-Tak.. a o co chodzi?
-Tutaj adwokat zespołu MBlQ. Na monitoringu z wczorajszego koncertu widać jak włamuje się pani do ich garderoby, po czym kradnie pani bluzę członka zespołu. W biegu potrąciła pani pana Lee Joona, który ucierpiał na tym ponieważ ma sine czoło i zespół nie może nagrywać nowych piosenek. Za takie coś grozi pani grzywna, a nawet i więzienie. Czy ma pani coś na swoje usprawiedliwienie? - twoje serce niemalże podskoczyło do gardła.
-Nie... ja na prawdę nie chciałam.
-Tylko tyle ma pani do powiedzenia?
-Bluzę oddam, ale ja nie chciałam zderzyć się z Lee Joonem.
-A więc proszę uważnie posłuchać. Niech pani otworzy okno.
-Słucham?
-To rozkaz. - niemalże od razu zrobiłaś to co chciał bojąc się, że to jakieś tajne FBI.
Gdy odsłoniłaś żaluzje nie mogłaś w to uwierzyć. Na twoim podwórku stał Lee Joon.
Uśmiechnął się do ciebie szeroko mając w ręku telefon.
-Proszę teraz zejść do mnie. - usłyszałaś jego słodki głos przy uchu.
Rozłączyłaś się lekko zmieszana.
-Co ty tutaj robisz?
-Sam nie wiem. Chciałem cię zobaczyć.
-Przestraszyłam się.
-Zejdziesz?
-Nie mogę. Rodzice już śpią. Jak mnie zobaczą to się strasznie wkurzą i...
-I co? - chłopak spojrzał na ciebie uważnie.
-Dobra. Już schodzę - nie chciałaś by się dowiedział o twoim życiu. Zeszłaś jakoś balkonem wpadając w ramiona Joona. Zarumieniłaś się lekko, a chłopak zaśmiał się na twoją reakcje.
-Skąd miałeś mój numer w ogóle? - zapytałaś, gdy już szliście spokojnie po Seulskich drogach.
-Od Laury.
-Znasz Laurę?! - spojrzałaś na niego ze zdumieniem.
-Seungho raczej ją "lepiej zna" - Joon podrapał się po głowie chyba trochę zakłopotany.
-Jak to?
-Od dłuższego czasu się spotykają. Stąd miała bilety. Jest trochę szalona... Seunho opowiadał mi, że włamała się do jego sypialni, gdy ten spał - oboje zaśmialiście się wyobrażając sobie tą sytuację.
-Więc dlaczego mi nic nie powiedziała?
-Może bała się... nie lubiłaś nas, a świadomość, że twoja przyjaciółka umawia się z jednym z nas chyba jeszcze bardziej by się to odbiło na was. Ale to nic. Mam zamiar zmienić twoje zdanie o nas.
-Czyżby?
-Chodźmy - zawołał z uśmiechem łapiąc cię za rękę. Po raz pierwszy twoje serce tak mocno zabiło. Po raz pierwszy czułaś się wspaniale w jego towarzystwie. Pojechaliście nad jezioro. Na miejscu były koce wino i jakieś ciastka. A obok siedziała Laura z Seungho. Wszyscy bawiliście się razem i śmialiście się czując się w swoim towarzystwie błogo.
Dopiero nad ranem wróciłaś do domu mając nadzieje, że twój ojciec jeszcze śpi. Ale nie spał. Uderzył cię pasem, a ty zanosząc się głośnym płaczem poszłaś do góry.
Wszystko cię bolało i miałaś już na prawdę dość takiego życia.
Zadzwonił telefon. To był Lee Joon. Wytarłaś łzy siadając na łóżku i krzywiąc się z bólu.
-Millie? Muszę ci coś powiedzieć.
-Ja też muszę ci coś powiedzieć.
-Coś się stało? Płaczesz?
-Joon... my nie możemy się więcej spotykać.
-Co? Dlaczego?
-Ja... nie mogę.
-Spotkajmy się dzisiaj.
-To nie jest dobry pomysł...
-Proszę... ostatni raz... - zgodziłaś się na to czując okropny ból w sercu.
Nie chciałaś się z nim rozstawać, ale nie miałaś wyjścia.
Wzięłaś tylko jego bluzę, którą wcześniej wyprałaś po czym wyszłaś z domu mówiąc matce, że idziesz do Laury. Denerwowałaś się coraz bardziej, bo coraz mocniej biło ci serce na myśl o nim. Już nigdy go nie spotkasz. Nie usłyszysz jego głosu, nie spojrzysz mu w oczy....
-Millie! - odwróciłaś się, a chłopak otoczył cię ramionami.
-A więc to koniec? - zapytał ze smutkiem, a ty pokiwałaś powoli głową.
-Tu jest twoja bluza... wyprałam ją.
-Nie chce jej już.
-Dlaczego?
-Bo nie pachnie już Tobą. - twoje oczy się zaszkliły na to co powiedział.
-Joon... ja...
-Co to? - chłopak spojrzał na twoją rękę, na której był ślad pasa.
-To nic...
-Kto ci to zrobił?
-Przewróciłam się...
-Twój ojciec! Boże Millie czemu nie powiedziałaś?! To przez niego prawda?!
-Tak! Ale to nie ma znaczenia! - zawołałaś z płaczem.
-Jak to nie ma znaczenia... Millie do cholery... pojawiłaś się nagle w moim życiu mieszając mi w głowie, a teraz chcesz odejść?! Nie pozwolę ci na to! - nie zdążyłaś zareagować ponieważ chłopak pocałował cię znienacka, a ty poddałaś się tej magicznej chwili delektując się smakiem jego warg.
Spojrzałaś w jego oczy, które teraz błyszczały.
-Wyjedź z nami... w trasę... zamieszkaj ze mną. - szeptał obejmując rękami twoją twarz.
-Nie mogę...
-Twój ojciec nie może cię bić! Nie ma prawa! - otarłaś mu łzy z policzka.
-Myślę.... że cię kocham ... - szepnęłaś, a on znów złączył wasze usta w czułym pocałunku.
-Zawsze cierpiałem na bezsenność... ale gdy ty się pojawiłaś... ilekroć słyszałem twój głos przed pójściem spać tym lepiej mogłem zasnąć. Nie mogę cię stracić...
Przytuliłaś się do niego pochłaniając zapach jego ciała. Laura już dawno z nimi mieszkała, a ty byłaś właśnie w domu. Minęło już dwa tygodnie od czasu gdy ostatni raz widziałaś Joona. Miłość do niego i miłość do rodziców, którzy tak cię ranili. Wiedziałaś, że musiałaś podjąć decyzje. Zacząć żyć od nowa z nim... ale co jeśli mu się znudzisz? gdzie w tedy pójdziesz?
Zeszłaś na dół i spojrzałaś ze strachem na ojca. Miało go przecież nie być...
-Znów gdzieś idziesz? -warknął patrząc na ciebie natrętnie.
-Nie.. ja...
-Nie tłumacz się już. Jesteś taka sama jak każda. Rozchylasz nogi dla jakiegoś chłoptasia...
-Nie jestem taka.
-Powiedz ile razy z nim już spałaś co?! - wydarł się na ciebie, a z twoich oczu popłynęły łzy.
-Ani razu..
-Nie kłam! - ojciec złapał cię za ramiona szarpiąc za twoją koszulkę.
-Puść mnie!
-No co?! Też jestem facetem..
Wyciągnęłaś z kieszeni telefon po czym uderzyłaś go nim.
-Ty dziwko! - zawołał łapiąc się za policzek.
Wstałaś szybko z podłogi oddalając się od niego.
-Nie dotykaj mnie! - zawołałaś, gdy zaczął się do ciebie zbliżać.
-Nienawidzę was! - dodałaś otwierając drzwi wejściowe po czym pobiegłaś przed siebie. Deszcz moczył twoje ubranie, a jedynie gdzie mogłaś pójść w tej chwili było mieszkanie Joona. Zadzwoniłaś, a po chwili go ujrzałaś.
-Millie... co się stało?
-Chcę jechać z tobą... - wyszeptałaś ocierając łzy. Chłopak objął cię mocno zapraszając do domu. Opowiedziałaś mu co się stało wiedząc, że będzie zły. Po chwili dał ci swoją koszulę i ręcznik pozwalając byś wzięła prysznic.
-Muszę wyjść za chwilę wrócę dobra? - usłyszałaś jego głos.
-Ok! - zawołałaś oblewając się gorącą wodą.
Twoje włosy pokręciły się lekko. Już dawno miałaś je ściąć. Sięgały ci do pasa. Założyłaś tylko bieliznę i jego białą koszulę. Pachniała nim. A koszula była dość... krótka. Ledo zakryła twoje czarne koronkowe majtki. Wstydziłaś się mu tak pokazać... jednak chęć bycia z nim bliżej przewyższała wszystko. Usłyszałaś jak wchodzi do domu po czym zamyka drzwi na klucz. Wyszłaś z łazienki patrząc na niego. Właśnie ściągał koszulkę.
-Jej... nie chciałam... - zaczęłaś zestresowana odwracając się w drugą stronę.
Miał niezłą klatę...
-Wstydzisz się? - chłopak wydawał się rozbawiony twoją reakcją.
-Nie.. To nie tak...
-Możesz się już odwrócić - mruknął, a ty zrobiłaś to, ale on nadal nie miał koszulki.
Chciałaś się odwrócić, ale złapał cię za rękę nie pozwalając na to.
-To nie jest zbrodnia Millie... - szepnął kładąc twoją rękę na swoje serce.
-Czujesz jak szybko bije, gdy jesteś w pobliżu? W szczególności tak skąpo ubrana... - spojrzałaś na niego, a on obdarował się najczulszym uśmiechem jaki kiedykolwiek miał.
-Chcę... - zaczęłaś jednak ci przerwał kładąc palec na usta.
-Wiem skarbie.. ja chcę tego samego - odparł, a ty uśmiechnęłaś się do niego złączając wasze usta w długim, namiętnym pocałunku.
I od tego momentu zawsze byliście razem. Ty i On.
Laura i Seungho.
W końcu miałaś księcia z bajki takiego, który nie bał się iść do twojego ojca i spuścić mu łomot.
Ale nie tęskniłaś za nimi.
Bo to była nieodwzajemniona miłość.
A teraz miałaś taką, która pokonywała wszystko.
I w końcu wszystko co się wydarzyło w twoim życiu miało sens.
Każdy twój ruch prowadził Cię do Lee Joona.
Jeśli chcecie by wasz koreański piosenkarz bądź aktor znalazł się tutaj piszcie! I możecie nawet podać gatunek opowiadania :)


Czekam z niecierpliwością na kolejne notki ;) Bardzo dobrze piszesz i przynajmij nie są nudne jak nie które blogi ;) Piszesz może jeszcze gdzieś inne ? Z chęcią bym poczytała buziaczki dla Calineczki Czekaaam :*
OdpowiedzUsuńDobre, czekam na następne
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na następne.
OdpowiedzUsuńhujnia z kotletem :)
OdpowiedzUsuńJak chcesz skomentować moje opowiadania to chociaż rób to ZE SŁOWNIKIEM!
OdpowiedzUsuń